
Have your own adventure with the #1 outdoor app today.
ฬ๏ןtคร ςאкl๏ภคยtค went mountain biking
March 14, 2026 at 08:14
08:01
84.9km
10.6km/h
30.9km/h
320m
280m
Skoro w kalendarzu wciąż zima, to ciepłej pogody i jazdy na krótko postanowiłem zakosztować w Meksyku. Otrzepałem więc z zimowego kurzu leśną dwukółkę, spakowałem graty i teleportowałem się w meksykańskie klimaty. Ale zaraz, chwila - zakrzykniecie - żeby tak latać po kontynentach na jeden szus rowerowy, co to za rozpusta? Na szczęście pogoda za oknem nie korelowała zupełnie ze wskazaniami kalendarium, a ciepło i wiosennie ugościł mnie nie Meksyk zamorski, tylko ten swojski, pod Markami.
Śmignąwszy znad meksykańskiego stawu na rozgrzewkę grzmotnąłem piecem doborowe XC trasą Bercika, Mareckim Crossem przez Horową Górę i soczystymi singlami przez mareckie wydmy, Nadmę i dalej Górę św. Antoniego. W lasach jeszcze trochę szczypało chłodem, więc przystanąłem pośród cudnych łąk koło - nomen omen - Łąk aby złapać oddech i dogrzać się w ciepłym słońcu. Niedługo potem trasa przywiodła mnie na uroczy singiel wokół dwu niewielkich stawów - Zapadliska i Stawu Wiedźmińskiego - których wciąż jeszcze ścięta lodem tafla kontrastowała z soczystą zielenią budzącej się do życia natury. Tu zdecydowanie zwolniłem aby nasycić się ulotnym pięknem momentu przenikania się zimy z wiosną; chwila zaiste magiczna, niczym krzyżujące się spojrzenia Isabeau i Navarre o pierwszym brzasku dnia.
Nasyciwszy duszę posiliłem też i ciało wciągając małe co nieco w sympatycznej cukierni u Basi i pognałem dalej ku wodom Narwii i Zegrza. Roziskrzona słońcem tafla kusiła do wodnej eskapady, ale nadgryziona zębem czasu lokalna flotylla nie rokowała. Sfoszony, że nie udało się spławić, zbunkrowałem się w betonowych kazamatach, ale szybko zmarzłem, pognałem więc z powrotem do słońca nad uroczą Beniaminówkę i w końcu wpuściłem się w kanał. Nie byle jaki, bo stołeczny, Żerański, ale dla odmiany jego zachodnią stroną, klimatycznym dzikim singlem będącym przyjemną odmianą od zatłoczonej rowerostrady na przeciwnym brzegu. Porzuciwszy wodniackie klimaty poturlałem się niespiesznie wałami nad rzeczką Czarna łapiąc ostatki ciepła wieczornego słońca, aż zapadłem w ziębnące już knieje Puszczy Słupeckiej. Żałując czasu na ubieranie się dopaliłem w piecu ostatnim żelkiem, bryknąłem ochoczo w XCrossowym stylu przez Czarną Strugę i Serpentynę pośród Lasów Mareckich aż wreszcie - w ramach grande finale - wdarłem się szturmem na czubek Zwałki. Zdążyłem akurat w sam czas aby nacieszyć oko pięknem zachodu słońca. A że w niezbyt urodziwym krajobrazie, to podelektowałem się raz dwa, chycnąłęm z górki na pazurki wprost do blachosmroda, pożegnałem się z Meksykiem i już byłem w domu. I oto całe cudne i piękne otwarcie sezonu, tym lepsze, że we własnym Meksyku, tuż za miedzą!
Rzec jeszcze tu trzeba, że skoro drugi rok z rzędu udało się otworzyć sezon emtebowy w marcu na krótko, to nie ma miękkiej gry, trzymam aurę za słowo - to już musi stać się regułą, a nie anomalią pogodową! Czego sobie i wszystkim tęskniącym do ciepełka z całego serca życzę!
Waypoints
Route Details
Elevation
Sign up to see more specific route details
Sign up for free
Comments
Want to know more?
Sign up for a free komoot account to join the conversation.
Sign up for free