Routes

Planner

Features

Updates

App

Login or Signup

Get the App

Login or Signup

Adamus

Fanatyk turystyki rowerowej i bliskości z naturą. Las, jeziora, łąki i dalekie eskapady to jest to co lubię najbardziej. Kocham odkrywanie nowych tras i możliwości, które otworzyły się dla mnie szerzej dzięki wspomaganiu elektrycznemu zainstalowanemu samodzielnie w moim rowerze - mogę więcej i dalej. Nie kręci mnie szybkość i współzawodnictwo - jestem sakwiarzem luzakiem. Serdecznie pozdrawiam wszystkich rowerzystów.

Followers

0

Following

0

Follow

Recent Activity

went for a bike ride.

October 23, 2025

Bydgoszcz - Samociążek - Tuszyny - Stronno - Żołędowo - Niemcz - Bydgoszcz

Sezon rowerowy ma się ku końcowi. Niestety. Coraz więcej trzeba na siebie zakładać, coraz krótsze i bardziej nieliczne dni mamy do dyspozycji i z coraz to chłodniejszym powietrzem zderzamy się w trakcie jazdy. Tak więc należałoby korzystać z każdej, choćby chwilowej, poprawy pogody póki jeszcze się zdarza – tak jak w miarę ciepły czwartek 23 października. Temperatura ok. 13 st. C, start z Bydgoszczy na północny zachód ścieżką rowerową wzdłuż drogi krajowej nr 25 do Koronowa. Za Opławcem szutrowa ścieżka wije się w lesie liściastym, prawie w całości ukryta pod warstwą opadłych liści – trzeba uważać na zakrętach bo ślisko. Na odcinku 4 km górki, dołki, podjazdy i zjazdy. Za restauracją Ugotowany – skręt w prawo i w miarę nową ścieżką rowerową, na początku asfaltową później szutrową, wzdłuż szosy nr 244 za ok. 5 km dojechałem do Bożenkowa. Po drodze gonitwa wzrokiem w prawo, w lewo za grzybami i rzeczywiście udało mi się namierzyć ich kilka, głównie kanie. Wszystkie trafiają do wolnej sakwy wymoszczonej papierowym workiem – to dobry patent zapewniający ochronę przed wstrząsami i przewiewność pod warunkiem, że sakwa w trakcie jazdy pozostaje otwarta. Apetyt łowiecki rośnie, więc w Bożenkowie porzucam ścieżkę rowerową i decyduję się na jazdę leśnymi duktami – troszkę ciężej, ale za to ciekawiej. Do ścieżki rowerowej wracam dopiero w rejonie parkingu leśnego, skąd za niespełna 3,5 km dojeżdżam do Samociążka. Tuż przed mostem skręcam w prawo kierując się na drogę leśną prowadzącą do Tuszyn koło Koronowa. To piękna prościutka trasa przez las będąca w dużej części wprost szutrową autostradą, po której jazda to czysta przyjemność – cały odcinek z Samociążka do Tuszyn to odległość ok. 6 km. Moim zdaniem to znakomita alternatywa dla jadących np. do Pieczysk, Kręgla czy Nowego Jasińca. A ponieważ akurat trafiłem na roboty drogowe (wygładzany i utwardzany szutrem jest pozostały odcinek tej drogi od strony Samociążka) tym razem zmuszony zostałem do dokonania częściowego objazdu po leśnych duktach – ale za to w urzekających pięknem i ciszą okolicznościach przyrody. Między innymi do zapamiętania – piękne leśne miejsce biwakowe usytuowane tuż przy brzegu Zalewu Koronowskiego. Dojazd do Tuszyn to już całkowita zmiana sytuacji – odcinek drogi krajowej nr 56 w kierunku wschodnim na Kotomierz. Wiadomo - jak się jedzie szosą wśród pędzących samochodów – jak najszybciej chce się to mieć za sobą, więc czym prędzej dałem w gaz i za 5 km minąłem Aleksandrowiec i przejazd kolejowy skąd 300 m dalej skręciłem w prawo lokalną szosą na Stronno (wg mapy ta szosa to ul. Dworcowa – odcinek ok. 2 km). Samo Stronno – niby mało znana nieduża miejscowość, a okazuje się, że pierwsze pisemne wzmianki o niej pochodzą już z 1315 roku, czyli prawie na 100 lat przed bitwą pod Grunwaldem. Jest też ciekawostka - jak głosi stare podanie gościł w tej rycerskiej wsi przez jedną noc król Polski Kazimierz Wielki, który akurat był na polowaniu w okolicznych lasach. W centrum wsi znajduje się figura przydrożna z inskrypcją "Serce Jezusa uczyń serca nasze według serca Twego", postawiona w 1949 roku. Następny etap to przejazd po takich już lokalnych drogach, wprawdzie w całości asfaltowych, ale w części bardzo wąskich i o słabej jakości tej nawierzchni, przez Karczemką do Pyszczyna – razem ok. 4 km. W Pyszczynie jest stadnina, gdzie można zobaczyć piękne konie do jazdy wierzchem. Po drodze mijamy również miejsce pamięci narodowej uświęcone krwią żołnierzy 8 Bydgoskiego Pułku Piechoty poległych w walce o wyzwolenie ziemi bydgoskiej w styczniu 1945 r. Z Pyszczyna wiedzie piękna, cywilizowana i asfaltowa ścieżka rowerowa relacji Kotomierz – Żołędowo, którą przez Neklę i po pokonaniu ok. 7 km dotarłem właśnie do Żołędowa. W tej miejscowości warto zobaczyć piękny zabytkowy drewniany kościół z 1715 r. z barokowym wystrojem wnętrza, pięknie utrzymany Są w nim zabytkowe 5-głosowe organy z 1888 roku ale najcenniejszymi zabytkami kościoła są dwa zawieszone na jego wieży dzwony odlane w 1554 i 1590 roku przez wybitnego ludwisarza Gerharda Beningka. Naprzeciwko kościoła, po drugiej stronie ulicy znajduje się figura św. Michała Archanioła, poświęcona całkiem niedawno, bo 14 września br. Przejazd przez Żołędowo niestety bez wyznaczonych ścieżek rowerowych. Po wyjeździe z miejscowości – kawałek ścieżki szutrowej, później wydzielona z części drogi ścieżka asfaltowa, później trochę chodnikiem „udającym” ścieżkę rowerową dojeżdżamy do Niemcza, przez który przy odrobinie zaangażowania można przejechać w całości ścieżkami rowerowymi i dojechać do alejek parkowych w Myślęcinku i już (po ok. 9 km licząc od Żołędowa) melduję się w Bydgoszczy ok. godz. 16-tej. Latem to środek dnia, teraz o tej godzinie to już późne popołudnie. No cóż, czekajmy na następny odcinek babiego lata – podobno już było ale ma jeszcze do nas zawitać. Czy i kiedy? – nie wiadomo. Więc na wszelki wypadek – warto mieć rowerek wyczyszczony i napompowany…

03:41

64.3km

17.4km/h

330m

320m

, , and others like this.

went for a bike ride.

September 21, 2025

22 września 2025 r. – podobno ostatni ciepły dzień tego lata. Czyli musowo wycieczka rowerowa, no bo jak tu nie wykorzystać takiej pięknej pogody?... A więc w drogę. Przejazd przez miasto, wylot na Myślęcinek koło Muzeum Wodociągów (Hala pomp zaprojektowana już w 1899 r.). Pomimo niedzieli i ładnej pogody korzystających ze świeżego, parkowego powietrza jest niezbyt wielu. Większość pewnie udała się na działki. Po przejechaniu ok. 1 km asfaltową alejką rowerową wzdłuż ul. Gdańskiej chwila zadumy w pobliżu mijanego „białego roweru” tzw. ghost bike (duch roweru). To miejsce upamiętniające tragiczną śmierć Adama Sztejki, jednego ze współinicjatorów Bydgoskiej Masy Krytycznej. Wieczorem 27 sierpnia 2004 r. pijany kierowca uderzył w jego rower z ogromną siłą, powodując upadek i utratę przytomności rowerzysty. Adam nie wybudził się już ze śpiączki chociaż walka o jego życie trwała do 8 września 2004 r. Miał 25 lat. To przypomina nam jak delikatnej struktury są użytkownicy dróg poruszający się na dwóch kółkach wobec zagrożeń ze strony o wiele cięższych i opancerzonych blachą samochodów. Pamiętajmy o tym, bo przecież pomimo naszych rowerowych pasji, tak na co dzień poruszamy się różnymi pojazdami więc bywa, że jesteśmy po tej drugiej stronie barykady… Przejazd przez Park Myślęciński to zawsze atrakcyjny kawałek drogi, bo malowniczy i kolorowy, natomiast sielanka kończy się przy wyjeździe w kierunku Niemcza, bo trzeba pokonać podjazd, co akurat w moim przypadku było o tyle łatwiejsze, że dysponuję wspomaganiem elektrycznym. W Niemczu ulicą Jeździecką w lewo i starym wpółzarośniętym asfaltem dojechałem do wiaduktu nad torami kolejowymi w Rynkowie. Pamiętam jeszcze z czasów moich młodych lat jak tędy normalnie jeździły samochody, ale teraz pozostała z tego jedynie kładka pieszo-rowerowa z dość stromymi, wymagającymi zejścia z roweru, najazdami i zjazdami, które jednak nie u każdego rowerzysty wywołują należny szacunek – akurat właśnie taki śmiałek usiłował „z marszu” pokonać podjazd, lecz w połowie drogi nie starczyło mu mocy i rowerzysta ratował się zeskokiem z roweru w bok na sąsiadujące schodki, co muszę powiedzieć wyglądało naprawdę groźnie, bo ledwie zdołał utrzymać na nich równowagę. No cóż – jak stwierdził: raz się udaje, raz nie. Z Rynkowa leśną drogą do trasy Piaski – Smukała. Droga niecałe 2.5 km jest gruntowa, ujeżdżona przez samochody osobowe, dość kulturalna i mało używana (ja przynajmniej nie mijałem się z żadnym samochodem). Mało dziur, mało kamieni i żadnego sypkiego piachu. Po dojechaniu do ul. Smukalskiej – miła niespodzianka. Dawno tędy nie jechałem i nie wiedziałem, że od Piasków do Smukały wybudowano nową, piękną, asfaltową drogę rowerową. W jej odcinku jest również punkt odpoczynku z wiatami. Sama Smukała Dolna to również miejsce klimatyczne, położone wśród lasów i nad wodą. Znajdował się tutaj przystanek „Smukała Dolna” kolejki wąskotorowej na trasie ze Smukały Górnej do Kozielca. W tej chwili tablica z nazwą przystanku stoi na małej, zaledwie kilkumetrowej wysepce widocznej w kierunku zachodnim z mostu nad Brdą (fragment ul. Biwakowej). Tu zatrzymywał się pociąg, którego tory biegły dalej na północ po nieistniejącym już dziś nasypie, który całkowicie zniknął pod lustrem wody. Stan obecny to finalny skutek historycznych przeobrażeń m.in. budowy elektrowni wodnej w latach 1904-1906, wysadzenia jazu w 1939 r. i budowy kolejnej elektrowni w roku 1953. Tory od przystanku „Smukała Dolna” biegły do prawego brzegu Brdy w miejscu, gdzie przychodzą amatorzy kąpieli i spływów kajakowych. To miejsce niebezpiecznie i tzw. „czarny punkt” – z informacji wynika, że zanotowano tu już 21 utonięć. Ale jest tu również usytuowana tablica upamiętniająca polskiego papieża – Jana Pawła II, który za młodu był namiętnym kajakarzem i kochał meandry rzeki Brdy. Pamiętam, że jeszcze kiedyś nad kamieniem z tą tablicą zainstalowany był także kajak z wiosłami, ale dzisiaj nie ma już po nim śladu… W dalszym ciągu ulicą Biwakową dojechałem do Janowa – drogą gruntową, leśną, ale nie za ładną niecałe 2 km, gdzie nastąpiła zmiana na ogólnodostępny asfalt. Ale co to za asfalt! – dziury, uskoki, łata na łacie – już lepsza z pewnością byłaby zwykła szutrówka. Ścieżka rowerowa z Janowa do Koronowa przez Bożenkowo i Samociążek to już ogólnie znana trasa. A po drodze miłe spostrzeżenie – chyba coś drgnęło w temacie grzybów – widać mnóstwo amatorów grzybobrania patrolujących lasy z koszykami w ręku. Wyjazd z Koronowa w kierunku leśnictwa Różanna to znowu ostro pod górę. Asfaltówką przez lasy ok. 13,5 km aż do samej Krówki, przed wjazdem do której wiedzie już pełnoprawna droga rowerowa. Za niecały kilometr skręt w lewo do lasu cywilizowaną drogą szutrową i bez piaszczystych niespodzianek – wzdłuż Jeziora Piaseczno. Dopiero zjazd do przesmyka pomiędzy Jeziorem Piaseczno, a Jeziorem Krzywe i sam przejazd w sąsiedztwie OW Belma to trudniejszy odcinek zawierający bruk, dziury i piachy, który co prawda udało mi się przejechać bez zsiadania z roweru, ale nie było to takie łatwe. Na koniec sam wyjazd z tego miejsca pod górę po tzw. „kocich łbach” to już prawdziwa masakra. Po krótkim i przyjemnym odcinku leśnym znowu niestety dość długi odcinek bruku pod górkę, później ok. 1,5 km dróg polnych i już dość piaszczystym odcinkiem dojeżdżamy do Nowego Dworu. Tu ok. 1 km pięknej, spokojnej, asfaltowej szosy, poczym zmiana nawierzchni na gruntową, którą dojeżdżamy do starego przejazdu kolejowego , a później ok. 1 km drogą im dalej tym gorszą, na której w ostatnim odcinku to już naprawdę trudno nie utknąć w piachu. I nagle uff - wjazd na równiuteńki asfalt (miejscowość Lipinki), którym za chwilę dojeżdżamy do miejsca, gdzie trzeba się przeprawić na drugą stronę DK 25, co wcale nie jest łatwe, bo przecież wiadomo jaki tam jest ruch samochodów. Od tego miejsca następny odcinek ok. 1 km to dość łatwego sigle tracka do kolejnej przeprawy tym razem przez drogę nr 243 (Koronowo – Byszewo), która jest na szczęście znacznie mniej ruchliwa. I znowu ok. 1 km szutrówki troszkę „gruboziarnistej” przejazd po asfalcie przez Stary Dwór i znów szutrówka do kolejnej przeprawy przez DK 25 w odległości ok. 800 m na północ od rożna w Stopce. Jak ktoś jest bardzo głodny, to te 800 metrów na mały posiłek do Stopki oczywiście można dojechać, ale cóż – to przeprawa po wąskiej drodze DK 25 dla osób o mocnych nerwach. Alternatywą jest 2,5 km objazd przez Okole obok cegielni Stopka, a po skonsumowaniu obiadu ok. 1 km dojazdu do ścieżki rowerowej Koronowo - Bydgoszcz. Z miejsca przeprawy przez DK 25 do ścieżki rowerowej Koronowo – Bydgoszcz to kolejny odcinek szutrówki „gruboziarnistej” o długości ok. 1200 m aczkolwiek zawierającej miły zjazd. A później cóż – klasyka czyli powrót ww. ścieżką rowerową do Bydgoszczy. I koniec wycieczki. Szkoda, że od poniedziałku duże zmiany w pogodzie. Niestety idzie jesień i na kolejne wypady przyjdzie zakładać na siebie coraz więcej warstw. Przykre to, bo jednak lato to najpiękniejsza pora roku.

05:19

93.1km

17.5km/h

490m

490m

, , and others like this.

went for a bike ride.

September 5, 2025

Dokąd na kolejną wycieczkę rowerową? Chciałoby się do jakichś fajnych miejsc, blisko natury, lasu, wody, gdzieś gdzie jest cicho i spokojnie. W naszym regionie wiadomo - jednym z najpiękniejszych miejsc jest Zalew Koronowski. Idea spiętrzenia rzeki Brdy powstała w latach 20-tych XX w., sfinalizowana została dopiero po II Wojnie Światowej, a Zalew ukończony został i wypełniony wodą w roku 1961. Nie ma co rozpisywać się o hydrotechnice czy potrzebie elektryfikacji, bo to tematy techniczne, a dla nas – podziwiaczy natury najważniejsze są jej odsłony. A uroda Zalewu jest niepowtarzalna. Dlatego, po raz nie wiem już który wybrałem ten kierunek wyprawy. Słońce od rana i pomimo tego, że już wrzesień – przyjemne ciepełko. Trasa urozmaicona – najpierw wyjazd z Bydgoszczy ul. Grunwaldzką. Po drodze przejazd mostem z widokiem na śluzę Okole. To śluza nr 3 drogi wodnej Wisła – Odra, która jest elementem międzynarodowej drogi wodnej E 70. Śluza, której budowa została ukończona w 1915 r. jest w stanie podnieść poziom wody o bez mała 8 metrów. Przy tej śluzie kręcono ujęcia do kultowego serialu Czterej pancerni i pies, gdzie Gustlik wysadził jej wrota panzertfaustem (oczywiście zniszczona została tylko atrapa). Na pamiątkę tej sytuacji w okolicach śluzy pozostawiona została wieżyczka czołgu Rudy 102… Dalej ulicami Nad Torem i Koronowską. Przed sygnalizacją świetlną w Opławcu można zjechać do koryta Brdy na parę zdjęć, trzeba tylko pamiętać, że musimy wrócić ostro pod górę jakieś dwadzieścia metrów (nie każdemu się chce). Od Opławca – szutrowa droga rowerowa wzdłuż szosy do Koronowa. Po drodze do restauracji „Ugotowany” dużo górek, zjazdów, zakrętów. Pierwsze oznaki nadchodzącej jesieni – zaczynają się tworzyć dywany z liści, które hurtem zaczynają opadać z drzew. Za „Ugotowanym” w prawo na Bożenkowo. Droga rowerowa wzdłuż szosy rozpoczyna się super asfaltem ze zjazdem do Janowa. Tutaj utrudnienie – most przez Brdę jest stary i wąski, a nasi inżynierowie nie wymyślili jeszcze sposobu przeprowadzenia w tym miejscu dalszej części drogi rowerowej. Tak więc przez przeszło 300 m trzeba skorzystać z normalnej szosy z dość intensywnym ruchem samochodowym by dojechać do następnej części drogi rowerowej tym razem z nawierzchnią szutrową. Za niecałe 1,5 km nawierzchnia zmienia się na asfalt, bo przejeżdżamy przez nowy most nad trasą S5, po czym już szuter do samego Bożenkowa. Znowu asfalt – przejazd przez Bożenkowo, podjazd i już jedziemy przez las szutrówką – aż do Samociążka. Po drodze wiata z ławeczkami – można odpocząć, rozejrzeć się za grzybami bo to tereny, gdzie zawsze jest ich dużo, ale wtedy kiedy one już są, a w tym roku jakoś jeszcze nie zechciały się pokazać, więc nożyk i papierowa torba, które wożę w rowerze okazały się zbędne. Z Samociążka miałem dojechać do okolic Tuszyn, a konkretnie do skrzyżowania drogi nr 56 z szosą odchodzącą do Nowego Jasińca (niedaleko mostu nad Zalewem za wyjazdem z Koronowa na Kotomierz), Intuicyjną drogą jest kierunek Samociążek – Koronowo z przejazdem przez Koronowo, ale tym razem wybrałem alternatywną drogę przez las, którą każdemu polecam chociaż jest ok. 1 km dłuższa. Nie ma za to hałasu samochodów, smrodu spalin, przejazdów, krawężników itp. Jest tylko las. A zatem najpierw skręcamy przed mostem w Samociążku w prawo i jedziemy ok. 1,3 km po nawierzchni powiedzmy trochę męczącej ale nie aż tak by żałować tej decyzji. Potem skręcamy w lewo i jedziemy drogą prostą jakby nakreśloną przy linijce po nawierzchni szutrowej najpierw bardzo dobrej, później wręcz rewelacyjnej. I tak za ok. 4,5 km dojeżdżamy do DK 56 w miejscu, gdzie kiedyś był tzw. DOL Koronowo. Co to jest DOL? To były „drogowy odcinek lotniskowy”. Jest w tym miejscu ok. 2 km prosty odcinek DK 56, który kiedyś był szerszy i służył jako awaryjny pas do lądowania samolotów. Niestety różne oszołomy zaczęły wykorzystywać go do nielegalnych wyścigów samochodowych i motocyklowych oraz „prób szybkości”, co skutkowało wypadkami (także śmiertelnymi) więc w lipcu 2010 r. DOL został zwężony przez usunięcie po 2 metry nawierzchni z każdej strony, przez co powrócił do roli normalnej szosy. Do dzisiaj pozostały 2 asfaltowe place na obu końcach byłego DOL-u pełniące niejako rolę przydrożnych parkingów. Teraz szybko w lewo szosą (trzeba uważać na pędzące samochody) ok. pół kilometra i już skręcamy w prawo w o wiele bardziej spokojną szosę do Nowego Jasińca. Po tej szosie jedziemy ok. 5 km do miejsca, gdzie skręcamy w lewo w kierunku na Wielonek. Podobno jest do tego miejsca jakaś alternatywna droga leśna o 1,5 km dłuższa, ale nie wiem jakiej jakości, bo jeszcze tamtędy nie jeździłem. Od miejsca skrętu w lewo mamy około kilometra trochę trudniejszej drogi - trochę utwardzonej, trochę nie, czasami z pozostałością starego bruku, czasem wysypaną kamieniami, ale później już wjeżdżamy do lasu – fajne, leśne, mało męczące drogi, po drodze jeziorka, stawy, natura i… niestety to wszystko zaburzone zostało dobiegającym z głębi lasu wyciem pił mechanicznych i pracującego ciężkiego sprzętu. Nie wiem co się dzieje od około dekady, że lasy wycinane są na potęgę. Nie zliczę już miejsc, które całe życie kojarzyłem z gęstym lasem, a które teraz zeszpecone są paskudnymi łysinami, a drogi wokół nich zryte są ciężkim sprzętem. Póki co pozostały w naszym regionie kompleksy leśne i chociaż wycinane są cały czas to jeszcze możemy się z nich cieszyć, ale co będzie za następnych 10, 20 lat?. Aż strach pomyśleć. Po drodze do Wielonka lepiej korzystać z nawigacji, bo jest wiele rozjazdów i skrzyżowań, gdzie można się zgubić szczególnie na jej końcówce. Przed samym wjazdem do kompleksu zabudowań rekreacyjnych otwierają się piękne ekspozycje na Zalew z wysokiej skarpy – miejsce do ciekawych zdjęć. Sam przejazd przez Wielonek to droga trochę piaszczysta, ale spokojnie – do pokonania. Za Wielonkiem jeszcze jedno urokliwe miejsce – przejazd pomiędzy jeziorkami Zalewu. Później przeprawa promowa na drugi brzeg Zalewu, pogawędka z kapitanem promu, który nawet uruchomił syrenę, chociaż nawet nie wiem z jakiego powodu. Odcinek drogi od promu do szosy z Sokole Kuźnicy do Koronowa chyba każdy wie jak wygląda. Nie wiem jak można było wpaść na pomysł wysypania na całej drodze grysu kamiennego, którego nie sposób ominąć, a który wywołuje trzęsionkę od opon roweru aż po mózg rowerzysty. Makabra. No ale później piękna, gładka szosa przez las i to z małą ilością samochodów wiodąca aż do Koronowa. Po drodze w Srebrnicy postanowiłem sprawdzić jak wygląda możliwość przejazdu zaporą, która to droga była kiedyś super skrótem między Pieczyskami i Srebrnicą. Niestety teraz jest to już niemożliwe – przejazd jest zamknięty na głucho (i trzeba nadłożyć drogi o ok. 6 km). A więc powrót do szosy w Srebrnicy, dojazd i przejazd przez Koronowo – akurat w godzinach szczytu niestety, ale na szczęście od Kościoła św. Andrzeja w Koronowie w kierunku na Samociążek jest poprowadzona droga rowerowa wzdłuż ulicy wylotowej. Aby nie wracać po śladach wykierowałem się na oczyszczalnię ścieków z aromatami tamtejszych zapachów, która usytuowana jest bezpośrednio przed wjazdem na most dawnej kolejki wąskotorowej nad Brdą, a właściwie nad jej starorzeczem, bo to ta część Brdy, która pozostała na poboczu podczas budowy Zalewu Koronowskiego i praktycznie rzecz biorąc jest to woda stojąca, co „słychać, widać i czuć”. Most oczywiście był remontowany, ale jest to budowla z 1895 r. usytuowana ok. 18 m nad poziomem wody, o długości 120 m i do dzisiaj dzierży zaszczytne miano najwyższego mostu kolejki wąskotorowej w Europie. Sama kolejka wąskotorowa w zakresie przewozów pasażerskich zakończyła działalność w roku 1969, a oficjalnie przestała istnieć w roku 1992. Przejazd przez ww. most to oczywiście już fragment drogi rowerowej Bydgoszcz-Koronowo, trasy pięknej, długiej, aczkolwiek w wielu miejscach hałaśliwej bo prowadzonej bezpośrednio przy zatłoczonej szosie samochodowej. I znów, aby nie wracać po śladach, kilometr za Gościeradzem skręciłem w prawo na Wtelno, dokąd również prowadzi asfaltowa droga rowerowa, która jednak kończy się gdzieś przed wjazdem do samej miejscowości. We Wtelnie kolejny zabytek – Kościół Michała Archanioła zbudowany w latach 1785-1787. I tu ciekawostka – na przykościelnym cmentarzu spoczywają prochy wybitnego malarza naszego regionu – Leona Wyczółkowskiego, który został tam pochowany w 1936 r. Od wyjazdu z Wtelna do wjazdu do miejscowości Szczutki to ok. 3,5 km drogi szutrowej niestety z tzw. „pralką” i z czasowo mijanymi samochodami wzbijającymi tumany kurzu. Aż wstyd, że cały ten odcinek należy również do międzynarodowej trasy rowerowej Euro Route R1… Ze Szczutek mały doskok po spokojnych szosach do Osówca, skręt w lewo i już po asfaltowej drodze rowerowej dojazd do Osowej Góry, a zatem jesteśmy z powrotem w Bydgoszczy. Podsumowując: okolice Zalewu Koronowskiego przemierzać można w przeróżnych kierunkach i zawsze będzie to interesujące i ciekawe. Zawsze możemy odkryć całkiem nowe, nieznane nam dotąd miejsca. I niech zawsze towarzyszy nam taka piękna i słoneczna pogoda. Pozdrawiam wszystkich maniaków rowerowych.

04:40

86.7km

18.6km/h

460m

460m

, , and others like this.

went for a bike ride.

August 31, 2025

Wycieczka krótka, bo i niewiele czasu do dyspozycji było. Pierwszy słoneczny dzień po przygnębiających, długotrwałych opadach. Postanowiłem sprawdzić jak wygląda leśne połączenie z Piły Młyn do Szumiącej. I wygląda to bardzo ok. Droga leśna po wyjeździe z Piły i minięciu mostu na Brdzie w żadnym wypadku nie jest męcząca. Nawierzchnia twarda bez luźnych piachów, wokół ostępy dzikie i fantastyczna cisza. Po deszczu w paru miejscach – zalegające kałuże do ominięcia. Od czasu do czasu jacyś mijani rowerzyści – pełna kultura, wszyscy pozdrawiamy się z uśmiechem. Później wjazd od strony Wandowa na asfaltową drogę rowerową do Tucholi. Droga jest w miarę nowa, znakomitej jakości, prowadzi skrajem lasu, ale niestety wzdłuż hałaśliwej szosy. Czyli zawsze jest coś za coś. Odcinek ok. 4 km, po drodze - Szumiąca i skręt w lewo za wiatami stojącymi w lesie w miejscu odpoczynku – w kierunku miejscowości Świt. Znów droga gruntowa przez las i także tym razem z kulturalną nawierzchnią. Na końcu 3 km odcinka, tuż przed samym Świtem – rzeźbiona w drewnie figura św. Huberta patrona myśliwych, o którym legenda mówi, że będąc młodym szlachcicem podczas polowania w Ardenach w Wielki Piątek, kiedy zobaczył białego jelenia z krzyżem w rogach i usłyszał głos mówiący, by porzucił pogańskie życie i oddał się służbie Bogu. Hubert spełnił tę wolę, podjął studia teologiczne i został biskupem. Tyle legenda. Ja niestety mam ustalony, negatywny stosunek do łowiectwa, ale to tak na marginesie. Świt to osada leśna położona w rezerwacie przyrody Dolina Rzeki Brdy. To również miejsce odpoczynku kajakarzy spływających Brdą w stronę tzw. Piekiełka. Miejsce w którym dosłownie czuje się oddech natury. Są tam m.in. piękne stare dęby (największy ma ok. 490 cm w obwodzie pierścienicy), lipy, wiązy, cisy itp. Ze Świtu do Piły Młyn można wracać dwiema drogami. Pierwsza, wzdłuż lewego brzegu Brdy, to droga z taką sobie nie do końca fajną nawierzchnią gruntową i niestety używana przez samochody, co wiąże się z dużym zapyleniem. Polecam bardziej drugą drogę poprowadzoną leśnymi ścieżkami wzdłuż prawego brzegu Brdy i obfitującą w piękne widoki m.in. na zakole Brdy i leśne jeziora. I można powiedzieć, że jest to droga spacerowa o minimalnym poziomie trudności. Po niecałych 5 km – wjazd do Piły Młyn, a przed samym wjazdem można jeszcze zjechać w prawo do Jeziora Szpitalnego na małą kąpiel. Traska lajtowa. I dla tych starszych i również dla najmłodszych…

01:55

26.2km

13.7km/h

180m

180m

, , and others like this.

went for a bike ride.

August 30, 2025

Jest taka osada/miejscowość położona w sercu Borów Tucholskich licząca ok. setki stałych mieszkańców, którą rokrocznie odwiedza kilka tysięcy turystów – miejscowość o nazwie Piła-Młyn. Samochodem to godzina jazdy z Bydgoszczy – kierunek na Tucholę i w Gostycynie odbicie w prawo ok. 5 km. Jej historia związana jest z wydobyciem węgla brunatnego, które rozpoczęło się tam w połowie XIX w. Sześć kopalń eksploatowało pokłady tego surowca do głębokości 50 m. W 1918 r. uruchomiono nawet kolejkę wąskotorową z Piły do Gostycyna. Niestety próby reaktywacji tej działalności, podjęte po zakończeniu II Wojny Światowej zakończyły się fiaskiem z powodu wysokich kosztów wydobycia i transportu przy relatywnie niskiej cenie węgla brunatnego. Do dziś zachowała się kopalnia „Montania” znajdująca się w Górniczej Wiosce i, jako unikatowa w skali Polski północnej (wydobycie surowca tradycyjnymi metodami stosowanymi np. w kopalniach węgla kamiennego) stanowiąca atrakcję turystyczną. Dlaczego o tym piszę? – bo właśnie Piła-Młyn stanowiła punkt startowy i końcowy mojej kolejnej wycieczki rowerowej. Plan przewidywał wyjazd z Piły do Gostycyna, następnie przekroczenie Zalewu Koronowskiego tzw. Mostem Guderiana, dalszy przejazd przez Zamrzenicę i Szumiącą do Tucholi i powrót do Piły drogami leśnymi przez rezerwat przyrody Dolina Rzeki Brdy. Plan zakładał również piękną i słoneczną pogodę, no i właśnie… Przez połowę dnia poprzedzającego wyprawę lało jak z cebra, lało również w nocy i rano – i dopiero ok. południa z deszczu zrobiła się zanikająca mżawka, ale powietrze po prostu przepojone było wilgocią. Postanowiłem jednak dłużej nie czekać i ruszyłem w drogę. Pierwszy odcinek z Piły do Gostycyna to kawałek szosy, droga rowerowa i znów kawałek szosy. Z uwagi na wilgoć i zalegającą wodę na asfalcie już po tym etapie właściwie wszystko miałem zmoczone, ale przynajmniej w miarę czyste – bo to przecież tylko woda. Za Gostycynem trasa wiodła drogą przez pola do rozlewisk rzeki Kamionki. Tu zostałem ostrzeżony przez naturę, że nie będzie zbyt różowo, bo grunt po wchłonięciu takiej ilości deszczu staje się mało przyjemny. Musiałem utrzymywać odpowiednią szybkość, bo każde zwolnienie oznaczało zapadanie się w mule i niebezpieczeństwo zatrzymania, a później konieczność ruszenia co było najtrudniejsze. Udało się jednak bezproblemowo dojechać do odcinka mało uczęszczanej szosy, a następnie do ładnej szutrowej drogi leśnej. I tak, w miarę przyjemnie, dojechałem do 14-tego km trasy. W tym miejscu nawierzchnia się zmieniła na bardziej piaszczystą i grząską i do tego rozjeżdżoną przez samochody i sprzęt obsługujący wycinki drzew, co skutkowało paskudnymi koleinami z piachu i błota zmieszanymi z drobinami kory. Ponieważ jednak odległość pozostała do mostu Guderiana wynosiła tylko ok. 2 km, to stanąłem na pedałach i przemęczyłem – najpierw ok. 1,5 km do starego przejazdu nad nieczynnymi torami kolejowymi, później ok. 500 m ciasnym single trackiem wzdłuż tych torów do zachodniego przyczółku mostu Guderiana. Dlaczego akurat taka nazwa tego mostu? To używana przez tutejszych mieszkańców zwyczajowa nazwa mostu, który zbudowany został w 1909 roku jako część linii kolejowej z Terespola do Pruszcza Bagienicy. Ale dlaczego akurat: Guderiana? Oto najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie: 30 sierpnia 1939 r. Wojsko Polskie zbudowało drewniany most przez Brdę w miejscu gdzie obecnie znajduje się stanica Albatros w Sokole Kuźnicy. Przeprawa wykonana w cztery dni w całości z materiałów dostępnych w okolicy miała nośność 20 ton. 1 września niemiecka armia gen. Guderiana zaczęła zbliżać się od strony Pruszcza w kierunku wschodnim, a ponieważ nikt z dowódców polskich nie podjął na czas decyzji o wysadzeniu dopiero co zbudowanego mostu został on wykorzystany przez atakujących Niemców do przeprawienia się na wschodni brzeg Brdy. Historycy uważają, że wysadzenie tego mostu opóźniłoby postęp wojsk hitlerowskich umożliwiając przegrupowanie wojsk polskich przez co z dużym prawdopodobieństwem nie doszłoby do bydgoskiej „krwawej niedzieli”. Ostatecznie most ten został zatopiony wodą spiętrzoną w trakcie powstawania Zalewu Koronowskiego. A most kolejowy nazywany dzisiaj mostem Guderiana po prostu zlokalizowany jest w okolicy działań armii Guderiana - ot i cała historia nazywania przez tutejszych nieczynnego mostu kolejowego z 1909 r. nazwiskiem niesławnego hitlerowskiego generała. Co do konstrukcji na początku jego przęsło zawieszone było kilka metrów powyżej lustra rzeki Brdy, dzisiaj wisi pewnie niecały metr od lustra Zalewu Koronowskiego utrudniając przepływ żeglarzom. Niemniej jako atrakcja jest to jedyne miejsce, gdzie stojąc na tym moście można popatrzeć na Zalew Koronowski z góry i to w obu kierunkach. A właściwie „można było” ponieważ… no właśnie! Po dojechaniu na zachodni przyczółek okazało się, że most jest nie tylko nieczynny, ale całkiem wyłączony z jakiegokolwiek ruchu starannie zamontowanym ogrodzeniem, niedającym się otworzyć ani ominąć! Porażka kompletna. Co zrobić? Można wrócić pośladach i wyprawę zakończyć, ale przecież szkoda. Pozostała druga alternatywa – objazd przez Pruszcz, Mąkowarsko, Krówkę i Sokole Kuźnice – o długości 27 km. Decyzja – objazd. I tu nastąpił najgorszy etap tej wyprawy – dojazd do Pruszcza rozmiękłymi drogami leśnymi i polnymi, czasami w błocie po kostki, czasami na glinie jak na lodowisku, czasami przez kałuże, które okazywały się być głębokie do połowy koła. Jednym słowem – masakra. Tak zagnojonego roweru i butów nie miałem chyba nigdy. Od Pruszcza do Mąkowarska – już szosą wśród oszołomów w pędzących samochodach. Dopiero w Mąkowarsku odbicie w lewo na Krówkę i trochę spokojniej. Później jak zawsze atrakcyjna przeprawa promowa przez Zalew, która w założeniu miała być tymczasowa a funkcjonuje już przeszło 60 lat łącząc oddalone o 220 m brzegi Zalewu i wizyta w stanicy Albatros, która pierwotnie zbudowana była na prawym brzegu Brdy, ale w roku 1960 w związku z budową Zalewu przeniesiona została na przeciwległy wyższy lewy brzeg w okolicy dawnego drewnianego i zalanego mostu, o którym pisałem powyżej. W trakcie dalszej powrotnej drogi przez Klonowo i Zamrzenicę pogoda niestety znowu zaczęła „siadać” i dawać znaki, że może lepiej już odpuścić sobie przejazd przez Tucholę wracając bezpośrednio do Piły. I tak też zrobiłem uniknąwszy kolejnego przemoczenia… Na zakończenie najważniejszy wniosek i przestroga – MOST GUDERIANA NA ZALEWIE KORONOWSKIM ZOSTAŁ WYŁĄCZONY Z RUCHU – NIE PLANUJCIE TAM PRZEJAZDÓW!!

03:14

58.8km

18.2km/h

390m

390m

went for a bike ride.

August 28, 2025

Ta wycieczka nie miała sprecyzowanego celu. W założeniu miała być po prostu rekreacyjną pętlą po obrzeżach Bydgoszczy, Solca Kujawskiego i Puszczy Bydgoskiej. Z Bydgoskiego Górzyskowa przejazd na wschód ul. Wojska Polskiego do końca czyli do bram dawnego Zachemu i dalej ulicami Theodora Wulffa, Carla Eberhardta (niemieccy: fizyk i fabrykant przełomu XIX i XX w,) i ul. Hutniczą. Następnie przejazd przez tzw. Osiedle Awaryjne. Osiedle to jest dość tajemniczym miejscem mającym ponurą historię okresu okupacji hitlerowskiej. To stosunkowo niewielki obszar ukryty między nadwiślańskimi łąkami, a przemysłową częścią miasta, tj. zabudowaniami dawnego Zachemu. Historia tego osiedla wiąże się z historią DAG Fabrik Bromberg tj. fabryki należącej do koncernu Dynamit Nobel AG działającej na rzecz III Rzeszy, która jako druga największa fabryka III Rzeszy funkcjonowała w latach 1939-1945 na skraju Puszczy Bydgoskiej i produkowała materiały wybuchowe, amunicję itp. Kompleks, poza halami produkcyjnymi i budynkami administracyjnymi, obejmował wiele kilometrów torów kolejowych i dróg. Całość zajmowała niemal 25 km kwadratowych. I właśnie dla potrzeb tej fabryki zbudowano w 1939 r. Osiedle Awaryjne dla kadry kierowniczej, inżynierów i specjalistów. Wokół fabryki funkcjonowało również kilka obozów, w których przymusowo pracowało kilka tysięcy robotników różnych narodowości. Po wojnie Osiedle Awaryjne służyło Zachemowi. Do dzisiaj zachowało się kilka oryginalnych budynków z tamtych okupacyjnych, mrocznych czasów. Po dotarciu do ul. Toruńskiej skręt w prawo na Solec Kujawski. Niestety, zanim dojedziemy do pięknej drogi rowerowej, musimy przemęczyć się ok. 1,5 km normalną szosą z samochodami (ale to i tak nic w stosunku do odległości prawie 6 km gdybyśmy chcieli jechać inną drogą np. od zakończenia drogi rowerowej na ul. Spornej). Naszą piękną drogą rowerową dojeżdżamy do samego Solca Kujawskiego, który przemierzamy w większości również drogami rowerowymi. Wyjazd z Solca w stronę Puszczy Bydgoskiej to mało przyjemna konieczność przecięcia drogi krajowej nr 10 w miejscu, gdzie nie ma regulacji ruchem, czyli trzeba czekać na okazję pojawienia się luki w sznurze samochodów przejeżdżających z dużą prędkością. Za to od wjazdu na teren Puszczy Bydgoskiej całkowita zmiana atmosfery – spokój i cisza. Miałem w zamiarze odwiedzić ruiny poniemieckiej wieży obserwacyjnej zlokalizowanej w środku lasu za Radiowym Centrum Nadawczym, ale okazało się, że w okolicy trwa budowa nowej trasy szybkiego ruchu i wszystko jest rozkopane jak na Saharze. Trzeba było uruchomić nawigację i szukać innych dróg poprzez las kierując się na Piecki. No i właśnie – takie niesprawdzone dukty leśne w Puszczy Bydgoskiej to niestety w większości droga przez mękę – piaseczki, piaski i piachy. Nie polecam nikomu, chyba że ktoś ma zacięcie do jazdy terenowej. Nie wiem czy więcej przepedałowałem, czy przeszedłem prowadząc rower. Ale i tak było warto chociażby dla pięknych widoczków w trakcie przemierzania Łąk Studzienieckich. Po dotarciu do Piecek krótka wizyta na plaży Jez. Jezuickiego i przejazd do Brzozy, stamtąd do Przyłęk, Ciela i już drogą rowerową powrót przez Trzciniec do Bydgoszczy. Trasa, z uwagi na przejazd ścieżkami Puszczy Bydgoskiej, dość męcząca, atrakcji mało, ale i tak nie żałuję bo pogoda dopisała. Pozdro dla wszystkich rowerzystów..

04:31

75.9km

16.8km/h

320m

320m

, , and others like this.

went for a bike ride.

August 8, 2025

Celem wyprawy było Chełmno jako miejscowość najbardziej oddalona od Bydgoszczy. Trasa wyprawy to pętla - droga do Chełmna wzdłuż Wisły po jej lewym brzegu, powrót też wzdłuż Wisły ale po brzegu prawym. W trakcie pokonywania trasy nie miałem żadnego powodu do narzekania na nawierzchnię - w większości asfalty, drogi rowerowe, ciche boczne szosy właściwie bez samochodów i parę odcinków dróg szutrowych bardzo dobrej jakości. Oczywiście diabeł podszeptywał i kilka razy zapuściłem się w boczne dróżki, ale to epizody, kwestia wyboru. Tereny ciche, spokojne i tym bardziej urokliwe. Po ostrym zjeździe w Kozielcu i przejechaniu przez Grabowo - ledwo widoczna przydrożna kapliczka. Jak się okazuje jest to najstarsza w województwie kujawsko-pomorskim przydrożna Kapliczka Maryjna wybudowana w 1616 r. w okolicy gdzie przebiegała wytyczona w 1349 r. granica pomiędzy Polską, a państwem zakonu krzyżackiego. W drodze do Gruczna można zboczyć do miejscowości Chrystkowo (ok. 4 km nadłożenia drogi), gdzie stoi zabytkowa chata mennonicka z 1791 r. W Grucznie warto zobaczyć piękny Kościół Jana Chrzciciela i Stary Młyn z 1888 r. Później przejeżdżamy przez most na Wiśle i już Chełmno. No cóż - Chełmno każdy zna - miasto zakochanych położone na dziewięciu wzgórzach bo i sama nazwa "Chełmno" oznacza osadę na wzgórzu. Piękne zabytki, urokliwe uliczki, kto nie był i nie widział - gorąco polecam. Powrót przez tereny oddalone od cywilizacji, co oczywiście ma swoje plusy, ale także i minusy - należy sprawdzić zapas wody, bo znalezienie tam sklepu jest mało możliwe. Przejazd przez Starogród to piękne krajobrazy. W miejscowości Bieńkówka, niedaleko brzegu Wisły na wale przeciwpowodziowym znajduje się tzw. "kamień wysokiej wody", na którym w języku niemieckim wyryty jest napis upamiętniający tragiczną powódź z 1829 r. Jadąc szutrem z Bieńkówki do Borówna natkniemy się na drewnianą wieżę widokową stojącą akurat w miejscu, gdzie na początku II Wojny Światowej była przeprawa żołnierzy Wermachtu przez Wisłę. Później powrót przez Kokocko i Czarżę do ścieżki rowerowej przy drodze nr 551 (odcinek Dąbrowa Chełmińska - Ostromecko). No, a później wiadomo - Most Fordoński i przejazd przez Bydgoszcz. Trasa naprawdę ciekawa i atrakcyjna, ale uwaga - lepiej mieć dobrą i stabilną pogodę z uwagi na płaskie, odkryte i wietrzne tereny oraz małą ilość miejsc, gdzie można się schować przed deszczem.

06:03

118km

19.5km/h

580m

580m

, , and others like this.

August 11, 2025

You've covered quite a bit of ground. I'm planning a similar route next week. Fordon-Świecie.

Translated by Google •

Like

went for a bike ride.

July 31, 2025

Trasa - pełna kultura. Poza ok. 3 km przejazdu przez Maksymilianowo i Niemcz oraz paroma skokami w bok (nad wodę) - non stop ścieżki rowerowe: asfaltowe, z kostki brukowej i szutrowe. Trasa piękna, spokojna, niemęcząca, no po prostu dla wszystkich, nawet tych bardzo statecznych rowerzystów. Po drodze - miejsca odpoczynku i parę jeziorek. W większości trasa wiedzie przy szosach (ale nie: po szosach) z intensywnym ruchem samochodowym, gdzie hałas psuje atmosferę, ale zawsze jest coś za coś niestety. Parę miejsc klimatycznych nad wodą też się znajdzie. Odległość "lajtowa" więc pełny odpoczynek w aktywnej formie..

03:20

61.3km

18.3km/h

290m

290m

, , and others like this.

went for a bike ride.

July 21, 2025

Można powiedzieć trasa dla "połykaczy kilometrów", miłośników otwartych przestrzeni i wiatru we włosach. Odcinek przejazdu przez Bydgoszcz to oczywiście zmaganie z cywilizacyjnym hałasem i smrodem, no ale mamy już takie piękne ścieżki rowerowe, że jakoś da się przejechać. Przed wjazdem na monumentalny most fordoński warto zajrzeć na brzeg Wisły na mały odpoczynek. W Ostromecku - rower trzeba przeprowadzić przez przejście dla pieszych na drodze gdzie panuje intensywny ruch samochodowy - uwaga! W Ostromecku skręcamy też w prawo na Wałdowo, Skłudzewo itd. Odcinek do 45 km trasy to same asfalty - drogi rowerowe i lokalne szosy o bardzo małym natężeniu ruchu. Aż wierzyć mi się nie chciało, bo jadąc tą trasą ok. 10 lat temu co chwilę zakopywałem się w piachu. Na 45 km zmiana nawierzchni - droga leśna, piaszczysta ale twarda, bez niespodzianek. Niesamowita była cisza w tym lesie - dosłownie absolutna. Z czymś takim spotkałem się jedynie w górach. Ok. 3 km dalej już nowa droga rowerowa asfaltowa aż do samej Barbarki. Za Barbarką kawałeczek szosy o małym natężeniu ruchu, no i później już tylko same asfaltowe drogi rowerowe do Raciniewa (74 km). A po drodze - zonk! Okazało się, że na 57 km trasy (asfaltowa droga rowerowa Toruń - Raciniewo) nagle wyrosła góra piachu, wysypana chyba przez wywrotkę, tworząc swoistą barykadę dla rowerzystów i to rowerzystów kompletnie zaskoczonych z uwagi na brak jakiejkolwiek informacji na początku drogi. Wygląda na to, że prowadzone tam są prace budowlane związane z remontem wiaduktu nad ścieżką. No cóż, Polak potrafi i takim przeszkodom dać radę, ale sytuacja jest wkurzająca. Po ścieżce jeżdżą również Panie Rowerzystki, które musiały się mocno napracować żeby ominąć w sumie cztery takie przeszkody. Odcinek z Raciniewa do Dąbrowy Chełmińskiej - to same ścieżki rowerowe wzdłuż szosy nr 551. Za Dąbrową i przejazdem przez tory wjazd na drogę leśną szutrową twardą i przejazd przez Nadwiślański Park Krajobrazowy. Później trochę polami, małe kępy leśne, małe miejscowości, ale cały czas asfaltową/szutrową ścieżką rowerową - do Ostromecka. A stamtąd, już "po śladach" droga powrotna. Gdyby nie te hece z tym zawalonym wiaduktem, można by powiedzieć - trasa ekspresowa i do tego z cudownymi krajobrazami. A że pogoda tego dnia dopisała, no to już nic więcej nie można chcieć od takiej wyprawy..

05:30

108km

19.5km/h

570m

570m

, , and others like this.

went for a bike ride.

July 15, 2025

Trasa ogólnie przyjemna, ale z krótkimi odcinkami dość trudnymi. Z Bydgoszczy (wyjazd przez Osową Górę i Osówiec) do Wierzchucinka (ok. 28 km) nawierzchnia twarda asfaltowa - drogi rowerowe i szosy o małym natężeniu ruchu. Od Wierzchucinka do Byszewa dość przyjemny szuter. W Byszewie zaraz za kościołem skręt w prawo po bruku i dalej wzdłuż jezior rynnowych droga żwirowa bez głębokich piachów, mnóstwo widoków na jeziora, miejsca do kąpieli, spokój i cisza. Najgorszy odcinek rozpoczyna się ok. 38 km - ciasny single track - do pokonania jest odcinek ok. 200 m w gęstych chaszczach, gdzie praktycznie rzecz biorąc rower trzeba prowadzić i to lekko pod górkę.. Od ok. 40 km odcinek prawie 2 km po tzw. "kocich łbach". Za Buszkowem cywilizacja - jakieś 3 km dróg asfaltowych o małym natężeniu ruchu. Później krótki odcinek "kocich łbów" i wjeżdżamy na piękne drogi leśne z reguły twarde bez piachów. Jadąc wzdłuż Jez. Piaseczno i Jez. Stoczek mijamy kilka punktów, gdzie jest możliwość zejścia i odpoczynku w ciszy przy brzegu jeziora. Na ok. 51 km dojazd do miejscowości Krówka. Stąd już same asfalty aż do Samociążka, gdzie rozpoczynają się ścieżki rowerowe szutrowe i asfaltowe aż do samej Bydgoszczy. Żeby nie było zbyt pięknie przy wjeździe do Bydgoszczy powitała mnie obfita ulewa. Ale i tak było super. Gorąco polecam tę trasę.

05:22

95.1km

17.7km/h

560m

560m

, , and others like this.
Loading